Przepraszam za pojawiające się reklamy!!!
   
  Strona o Domowym Kościele i nie tylko...
  Rozważania biblijne
 







 Rozważania biblijne
 - drogą życia...


 





J 12,24-26 

„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: jeśli ziarno pszenicy upadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity”

 To nie sztuka żyć według przykazań Bożych, kiedy to łatwe i oczywiste. Chodzi jednak o to, żebyśmy byli wierni przykazaniom Bożym zawsze. Również wówczas, kiedy wymaga to ofiary, trudu, kiedy trzeba się przezwyciężyć, jakby umrzeć dla jakichś swoich ambicji czy planów życiowych. Jeżeli w takich trudnych momentach odchodzimy od Bożych przykazań, życie Boże w nas gaśnie. Nieraz  nawet okazuje się wówczas, że ktoś w ogóle nie był człowiekiem wierzącym, tylko udawał człowieka wierzącego.




Łk 13, 1-9

 „Czy myślicie, że ci nieszczęśnicy, których niedawno zamordował Piłat, albo tych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloe i zabiła ich, byli większymi grzesznikami niż wy? Bynajmniej, powiadam wam, lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie”.

 Czy myślicie, że ci wasi znajomi, którzy utracili wiarę i zagubili się duchowo, byli większymi grzesznikami niż wy? Bynajmniej - powiada nam (dziś) Pan Jezus – lecz jeśli się nie nawrócicie i nie będziecie się duchowo odnawiali, was może spotkać to samo. Albo czy myślicie, że ci wszyscy, których małżeństwa się rozpadły, byli większymi grzesznikami niż wy? Bynajmniej – usłyszymy głos Pana Jezusa – lecz jeśli nie będziecie odnawiali waszej miłości małżeńskiej i waszej wspólnoty duchowej, z twoim małżeństwem może stać się to samo. Czy myślicie, że ci wszyscy, których dzieci wyrosły na bezbożników, byli większymi grzesznikami niż wy? Bynajmniej, lecz jeśli się nie będziecie starali, żeby wasza rodzina była miejscem wzajemnej miłości i małym Kościołem, z waszymi dziećmi może się stać to samo.




Łk 17,1-16

 „Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia, lecz biada temu, przez którego przychodzą”.

 Nawet rodzice stają się dla swoich dzieci zgorszeniem, czynią je gorszymi, jeżeli słowami uczą o zachowaniu Bożych przykazań, a przykładem uczą czegoś odwrotnego, tzn. żeby się nimi nie przejmować. Przecież wiele dzieci z domu rodzinnego wynosi naukę, żeby w życiu kierować się przede wszystkim zasadami egoizmu, żeby w życiu nie przejmować się wymaganiami wiary i żeby krytykować wszystkich i wszędzie, a samemu uważać się za bezgrzesznego i niepokalanego.

Są i tacy, którzy sieją  zgorszenie z całą premedytacją, którzy sianiem zgorszenia zarabiają na życie. Chodzi tu nie tylko o właścicieli i pracowników sex shopów, ale także o świadomych siewców kłamstwa i nienawiści, o wytwórców i handlarzy narkotyków itd.




Łk 18, 1-8

 „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”

 Nasze trwanie w wierze zależy od tego, czy będziemy się modlili i od tego ile serca będziemy wkładali w naszą modlitwę.

Powiedzmy sobie jasno:  To, czy potrafisz swoim rodzonym dzieciom przekazać wiarę, czy one wytrwają w swoim przywiązaniu do Kościoła i do Pana Jezusa, zależy w wielkim stopniu od tego, jakie jest miejsce modlitwy w waszym domu. Jeśli udział w coniedzielnej Mszy Świętej jest traktowany w waszym domu jako coś oczywistego, jeśli udaje się wam codziennie lub prawie codziennie uklęknąć do wspólnej modlitwy; jeśli wasze dzieci wiedzą o tym, że się za nie gorąco modlicie – można mieć nadzieję, że w swoim życiu na zgubią się Panu Jezusowi.




Łk 19,44

„Żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia”

Czas nawiedzenia oznacza to samo co znak czasu. Bóg nawiedza człowieka w czasie, historii, nawiedza łaską zbawienia i objawienia, powołania, pokoju. Bóg w określonym czasie wkracza w historię, nawiedza człowieka, objawia mu się, nawiązuje dialog. Historia zbawienia to czas nawiedzeń Boga. Od właściwego odczytania znaku tych nawiedzeń zależy los jednostek i narodów. Nie odczytanie  czasu nawiedzenia kosztuje. Płaci się za to bardzo drogo. Ta sama łaska związana z czasem nawiedzenia już się nie wróci. Można najwyżej czekać i prosić o następną. Jakie wnioski dla nas? Trzeba więcej powagi, refleksji i uciszenia. W zgiełku trudno jest rozpoznać czas nawiedzenia. Nieodzowna jest modlitwa i pokora. Tylko wiarą możemy poznać znak Pana w dziejach. Czasem nawiedzenia jest każda Msza św. Chrystus nawiedza nas przez swoje słowo i przez swą łaskę. Czy rozpoznajemy ten czas nawiedzenia i wyciągamy z niego wszystkie konsekwencje?




Mk 7,1 – 13

 „Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować”.

Pan Bóg powiedział: „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza”. Ale my wypracowaliśmy tradycję, że praktycznie w każdej  sytuacji można wziąć rozwód, jeśli tylko przynajmniej jednemu z małżonków na tym zależy.

Pan Bóg powiedział: „Nie kradnij”. Ale my wypracowaliśmy tradycję, że jeśli ktoś umie znaleźć odpowiednią lukę prawną, to wolno mu bezkarnie kraść nawet miliony.

Pan Bóg powiedział: „Nie zabijaj”. My wypracowaliśmy tradycję, że w ciągu pierwszych trzech miesięcy wolno zabijać, że wolno ponadto zabić człowieka  umierającego, bo przecież on i tak niedługo by umarł.

Pan Bóg powiedział: „mężczyźni współżyjący ze sobą Królestwa Bożego nie odziedziczą (1 Kor 6,9) – my jesteśmy w trakcie wypracowywania tradycji, że związki homoseksualne powinny być otoczone taką samą czcią, jaką otaczamy małżeńskie.

   Właśnie nasze pokolenie powinno szczególnie usłyszeć te słowa Pana Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: „ Umiecie dobrze uchylać Boże przykazania, aby swoją tradycję zachować”.

   Usłyszmy jeszcze pouczenie Pana Jezusa, skąd się bierze ta postawa majsterkowania przy Bożych przykazaniach. Bo „lud ten czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie”.  Jeśli nie będziemy budowali w sobie postawy całkowitego zawierzenia Bogu – wówczas nasza pobożność musi przemienić się w grę pozorów. I musi dojść do sytuacji, kiedy samych siebie uznamy za mądrzejszych od Pana Boga, uprawnionych do krytykowania  Bożych przykazań i do ustanawiania własnych praw moralnych, rzekomo lepszych od Bożych przykazań.




Mk 7,14-23

„Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność…”

 Niektóre zakłady pogrzebowe potrafią przeprowadzić taką kosmetykę nieboszczyka, że wygląda w trumnie jak żywy. Wygląda jak żywy, ale jest umarły. Pan Jezus mówi nam w dzisiejszej Ewangelii: Troszczcie się przede wszystkim o to, abyście mieli życie w sobie, a nie o to, jak wyglądacie. Bo cóż z tego, że wyglądasz na człowieka sprawiedliwego, jeśli serce twoje jest pełne pychy, rozpusty, chciwości, podstępu, nienawiści? Cóż z tego że twoja rodzina uchodzi w oczach ludzi za rodzinę kochającą się, jeśli tak naprawdę to ciągle się kłócicie, a może nawet wszystko co było między wami, już się wypaliło i przemieniło we wzajemną obojętność?

Istotne jest to, co jest w środku człowieka. Więc starajmy się o to, ażeby w naszych wnętrzach królowała prawda i dobro i miłość. Dopiero pod tym warunkiem to, co się ujawnia na zewnątrz, będzie autentyczne. Nie udawaj, że jesteś dobry, ale bądź dobry naprawdę. Nie udawaj człowieka pobożnego, ale naprawdę zawierzaj siebie Panu Bogu. Nie udawaj dobrego ojca czy dobrej matki, ale naprawdę kochaj swoje dzieci. Nie udawaj człowieka zatroskanego o dobro wspólne, ale niech dobro wspólne będzie naprawdę przedmiotem twojej troski.




Mk 8,14-21                  

„Strzeżcie się kwasu faryzeuszów i kwasu Heroda”.

 Kwas faryzeuszów jest to ten rodzaj pobożności, kiedy człowiek stawia warunki Panu Bogu: „Będę Ci służył Panie Boże, ale nie zamierzam korygować moich o Tobie wyobrażeń. Przyjmiemy, Panie Boże, Twojego Mesjasza, ale pod warunkiem, że Mesjasz będzie się tak zachowywał, jak my sobie tego życzymy”.

Kwas Heroda jest to postawa opowiedzenia się po stronie dobra tylko na pół gwizdka. W momentach rozstrzygających w królu Herodzie zawsze zwycięża zło.




Mt 16,14

„Jeśli kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje.”

W chrześcijaństwo nie można się bawić; chrześcijaństwo to nie chwilowy entuzjazm, ale całkowite podporządkowanie swego życia Chrystusowi aż do śmierci, aż do straty swego życia z Jego powodu. Zaprzeć samego siebie oznacza przezwyciężenie własnego „ja” na korzyść drugiej osoby tj. na korzyść Jezusa. Najgłębszy sens ascezy chrześcijańskiej polega na  nieustannym uśmiercaniu w nas uczynków ciała (Rz 8,13) tj. grzechów i pożądliwości (kol 3,5). Naśladować Jezusa to iść Jego śladami, który kroczy pierwszy, który nie opuści i pomoże. Życie chrześcijańskie podobnie jak życie Jezusa ma charakter paschalny. Jest ciągłym umieraniem grzechom, pożądliwościom, egoizmowi i ciągłym zmartwychwstawaniem do nowego życia w Chrystusie.




Łk 11,29

„To plemię żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza”

Celem znaków jest nie tylko ułatwienie ludziom życia, ale przede wszystkim uchronienie ich przed nieszczęściem lub nawet śmiercią. Znak ratuje życie człowieka. Przyjście Chrystusa było znakiem że nastała już era mesjańska i przybliżyło się Królestwo Boże. Jezus Chrystus był znakiem nie tylko przez swoją osobę, ale także przez swoją naukę i swoje czyny. Czynił wiele znaków, wiele cudów, ale najważniejszym znakiem był znak Jonasza: Jego śmierć i zmartwychwstanie w trzecim dniu. W świetle tego znaku tłumaczymy sobie i lepiej rozumiemy wszystkie inne znaki. Jeżeli dziś szukając potwierdzenia prawdziwości wiary chrześcijańskiej czekamy na jakiś znak z nieba, to bądźmy przekonani, że się na niego nie doczekamy. Ale już teraz możemy znak Jonasza oglądać uczestnicząc we Mszy św. gdzie Chrystus jak w swoim ziemskim życiu umiera i zmartwychwstaje.




 Mk 2,17

„Nie przyszedłem powoływać sprawiedliwych, ale grzeszników”.

Powołanie celnika Leviego,  późniejszego św. Mateusza na Apostoła i Ewangelistę. Dlaczego Chrystus to uczynił? My ludzie nigdy byśmy takiego błędu nie popełnili. Gdyby nam było dane wybierać apostołów, wybralibyśmy na nich ludzi „silnych, bez cienia jakiejkolwiek słabości”. A On kogo sobie wybrał? Jednak my patrzymy po wierzchu, a On sięga do dna. My oceniamy z pozorów, a On widzi obiektywną wartość każdego człowieka. My patrzymy w ludzkie oczy, a On patrzy w serce i właśnie dlatego rozstrzyga bezbłędnie. Gdy Chrystus zaproponował pójście za sobą, Levi natychmiast zrezygnował ze wszystkiego i poszedł za Nim. Umiał wyważyć proporcje wartości. Jeśli komuś z nas wydaje się, że jest wielkim grzesznikiem, mówi do siebie, gdzie mi tam do Chrystusa, niech nie marudzi, niech się nie ociąga, ale szybkimi krokami niech idzie do Chrystusa. On jest lekarzem tych, którzy potrzebują lekarza.  On sam o tym zapewnił, że nie przyszedł powoływać sprawiedliwych, ale grzeszników. Pan przyjmuje grzeszników i wzywa ich do siebie. Nie to jest ważne czy ktoś jest, czy nie jest grzesznikiem. Ważne jest jedno: to, że jest człowiekiem.




 Mk 3,35

„Kto pełni wolę bożą, ten jest mi bratem, siostrą i matką”

 Jezus nie odrzuca swej ziemskiej rodziny, nie odcina się od niej, wcale o niej nie  zapomina. Przeciwnie, poszerza grono swojej rodziny. Dopuszcza do niej olbrzymie rzesze ludzkie. Dla Niego nie decydują więzy krwi, pochodzenie od tego samego ojca i matki, pokrewieństwo. Ważną i decydującą racją jest nasza postawa względem Chrystusa. Jeśli ta postawa opiera się na wierze w Niego, na ścisłej z Nim łączności i na ochotnym pełnieniu woli bożej, to wtedy można powiedzieć, że należymy do Jego rodziny. Wtedy On przyznaje się do nas. Staniemy się bliscy i drodzy Chrystusowi, jak brat, siostra, ojciec czy matka. Co mnie dziś zespala z Chrystusem? Wierność Jego nauce, Jego przykazaniom, miłość do głoszonego Słowa Bożego, dobroć Jego serca, Jego miłosierdzie, ofiara i poświęcenie dla innych? Pełnić wolę bożą, to znaczy zarabiać na zaszczytny tytuł brata, siostry, ojca i matki Chrystusa.




Mk 4,21

 „Czy po to wnosi się światło, by je postawić pod korcem lub łóżkiem?”

 Słowo Boże jest światłem. Światło z natury swojej jest przeznaczone do tego, aby świecić. Chrystus jako Słowo Boże jest światłem. Chce oświecać serca i umysły wszystkich ludzi, przenikać całą egzystencję ludzką, docierać do  najskrytszych zakamarków naszej osobowości, być początkiem i końcem naszego działania. Cóż mi po świetle, jeśli z niego nie korzystam? Co mi po lampie, jeśli ją ukrywam? Wielu dzisiejszych katolików Pismo święte zamknęło w szafie, schowało wśród książek w swej bibliotece. To światło ich nie oświeca.

Przyjąć Słowo Boże to jeszcze nie wszystko. Trzeba je jeszcze przekazywać innym. Rozdając je innym trzeba się troszczyć o to, by ono dla wszystkich było źródłem życia i mocy, bo Słowo ma leczyć słabość naszą i innych ludzi. Z każdego, najmniejszego Słowa płynie wielka zbawienna nauka. Nie lekceważmy Słowa Bożego.




Mk 6,12

 „A oni wyszli i wzywali do nawrócenia”

 Jezus chodził po wsiach i miastach i głosił prawdy boże. Taki styl apostolski przekazał także swoim uczniom. Do czego ich zobowiązywał? By więcej ufali Bogu aniżeli sobie, by liczyli na Jego pomoc, a mniej na słabe ludzkie siły. Dlatego nakaz Chrystusa: „niczego w drogę nie zabierajcie”. Bądźcie wolni od wszelkiego zewnętrznego balastu. Apostoł musi być nie tyle ubogi, ile wolny. Wolny od wszelkich przywiązań. Od tego co się nazywa pychą żywota i nieustannym stawianiem na swoim. Musi głosić nie siebie, tylko Chrystusa. Czy mam w sobie podobne wartości i czy nimi na co dzień dysponuję?




Mk 7,8

 ”Uchyliliście przykazania Boże a trzymacie się ludzkiej tradycji”

 Jakie cechy powinna mieć prawdziwa i szczera religijność. Faryzeusze praktykowali religię „warg”, religie opartą na ścisłym przestrzeganiu zewnętrznych przepisów i ceremonii. Zaprzepaszczali to co najważniejsze: ducha miłości, pokuty i ofiary. Byli głosicielami prawdy, a nie jej realizatorami.

Zapędzili siebie i innych w ciasną uliczkę dawno przebrzmiałych tradycji z której sami wyjść nie mogli, ani innych wyprowadzić nie potrafili. Taka pobożność nie jest miła ani Bogu ani ludziom. Nasza pobożność musi zawsze mieć na względzie Boga i człowieka. Pomyślmy dzisiaj nad tym, co w nas jest najważniejsze: Czy zewnętrzna forma, czy treść, bezmyślnie klepane pacierze, czy głęboka jak morze miłość Boga i człowieka? Czy obmywamy przed modlitwą nasze ręce czy nasze serce? Uczestnicząc w Mszy św. myślmy o tym, czy przyszliśmy tu po to, aby tradycji stało się zadość, czy też po to, abyśmy życie mieli i mieli je w obfitości.




Mk 8,34

 „Jeśli ktoś chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje”

 W tym wezwaniu Chrystus wszystkim stawia jednakowe warunki. Nie ma tu ludzi mniej lub więcej uprzywilejowanych, nie ma krewnych, nie ma duchownych czy świeckich. Wszyscy jeśli chodzi o ten problem są sobie równi. Warunki dla wszystkich są te same. Ale dlaczego Chrystus pragnie nas uświęcić? Dlaczego Mu na tym tak bardzo zależy? Każdemu powinno zależeć na tym by zachować swe życie. Zachować swe życie, znaczy zachować je dla wieczności, a „stracić życie” to znaczy zaprzepaścić swe zbawienie. Pierwszym warunkiem naśladowania Chrystusa jest kroczenie tą drogą, którą On kiedyś kroczył. Iść drogą Chrystusa to przede wszystkim przyjmować Jego naukę i realizować ją w życiu, realizować program służenia człowiekowi, podjąć ryzyko całkowitego i jednoznacznego opowiedzenia się za Chrystusem. Drugim warunkiem jest zaparcie samego siebie, czyli usunąć siebie w cień, a na pierwszym miejscu postawić Chrystusa, zrezygnowanie ze swego „ja” na korzyść większej wartości jaką jest Bóg i nasze zbawienie. Ciągle się przemieniać, ciągle do Boga się nawracać, stawiać sobie pytanie jak daleko Bóg jest ode mnie. To także wziąć na siebie krzyż swoich codziennych obowiązków, cierpliwie nieść go w imię Chrystusa i dla Chrystusa ciągle konfrontując swój krzyż z krzyżem Chrystusa.

 

 

 


źródło: „Biblia na co dzień” Polskie Towarzystwo Teologiczne Kraków.


przygotowanie tekstu: Józef U.


 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=