Przepraszam za pojawiające się reklamy!!!
   
  Strona o Domowym Kościele i nie tylko...
  Strona animatora...
 

 

 Święty Józef z Dzieciątkiem 
   - kościół MB Jasnogórskiej
   Szczecin -Pomorzany




Strona dla każdego - także 
dla animatora...
 
Strona przeznaczona jest na dzielenie się przemyśleniami o budowaniu wspólnoty Kręgu Domowego Kościoła. Każda wypowiedź (z zachowaniem zasad DK) będzie miała tu własną podstronę.
 

Młodszemu pokoleniu należy się informacja: 
W starych (nie znaczy gorszych) czasach istniały cykliczne spotkania pogłębiające "ducha pracy" w kręgach - dla animatorów i wszystkich chętnych z Domowego Kościoła. Było to Studium Animatora - jeszcze z ks. Andrzejem Galantem (TChr). Starsi zapewne pamiętają...


   Wszyscy w naszym Kręgu przeżyli z Domowym Kościołem ćwierć wieku... Tak szybko minął ten czas! Również nasza młodość przeminęła w podobnie niezauważony sposób i została zastąpiona tzw. "porą późniejszą" - równie ważną, równie piękną, ale inną...! 
     W zbiorowej świadomości obserwuje się pewnego rodzaju wstydliwe, a nawet pełne irytacji odsuwanie myśli o starości. Wolimy zamknąć oczy i udawać, że nic się nie dzieje, o ile na własnej skórze nie stwierdzimy, że jesteśmy nieprzygotowani i zagubieni, gdy pewne sytuacje, zwiazane z ciężarem trudnych do podjęcia decyzji, przydarzają się w naszym domu i małżeństwie...  
    Dlatego od pewnego czasu dawaliśmy wyraz temu, aby nasze Spotkania Kręgu Domowego Kościoła były tematycznie poświęcone okresowi życia, który właśnie przeżywamy. Uznaliśmy, że czas początku naszej "jesieni życia" wymaga szczególnego przygotowania formacyjnego i duchowego - by głębiej dotknąć, nazwać, zrozumieć i pełniej przeżyć tę porę życia... 
    Dziś, w "przeddzień" tych Spotkań nie wiemy, jakie będą ich owoce. Jesteśmy jedynie pełni nadziei, że będzie to dla naszych małżeństw ważny czas wspólnych poszukiwań dobra, a przede wszystkim czas pełnego - we wszystkim - zawierzenia Panu Bogu...
 


 - poniżej projekt tematów:


        1.  „Jesień życia...”

 

  - w Piśmie Świętym, w Liście Ojca Świętego Jana Pawła II  Do moich Braci i Sióstr - ludzi w podeszłym  wieku!”, w opracowaniach i homiliach oraz na podstawie własnych doświadczeń... Ukazanie dowodów, świadczących o tym, że czas ten jest podobnie piękny i ważny jak młodość... 

 




 

        2.  ”Klimaty” w małżeństwie i w rodzinie - w późniejszym wieku...

 

  - małżeństwo w każdy czas, od pierwszych oznak osobistej i wspólnej starości, poprzez trwanie w  niej do końca... „Klimaty” jako kolejne etapy małżeńskiego życia i wspólnej pracy nad wnikliwym dostrzeżeniem i wykorzystaniem darów tego czasu...   

 


 


        3.  Zrozumieć starszego człowieka...

 

  -  dziadkowie: ich miejsce w rodzinie; o godności, obowiązkach, przywilejach, oczekiwaniach, roli w wychowywaniu młodszych pokoleń; o sukcesach i niespełnionych marzeniach z tym związanych; o nadziei, która odbudowuje siły dziadków na każdy nowy dzień... a także: jak sobie nawzajem - w małżeństwie pomagamy..?   

 

 

 

       4.  Służba innym i dyspozycyjność dla Kościoła...

 

  -  w małżeństwie, w rodzinie, w pracy, w sąsiedztwie, w parafii, we wspólnocie Kościoła, wobec żebraka na ulicy... - jakie motywy kierują tymi działaniami? jaka jest hierarchia wartości w dyspozycyjności sobą? jakie świadectwo daję i dajemy jako małżeństwo w gotowości i służbie innym...? 

 

 

 

        5.  Choroba, cierpienie...

 

 - jak je odczytywać: jako krzyż; jako zadanie; jako miłość... - czym są na drodze do Pana Boga...?  Znaczenie obecności drugiego człowieka w tym czasie...

 

 

 

        6.  Czy śmierć naprawdę jest rozstaniem...?

 

 - rozpaczą, samotnością  po utracie małżonka - a może jest to dopełnienie małżeństwa...?

jakie są oczekiwania od bliskich, wspólnoty...?  jakie dostrzegam ślady dobra, które niosą inni - by wyburzyć „świat czterech ścian samotności” - poprzez rozmowę, przyjaźń, działanie, wspólną pomoc innym... Czy widzę w tym Bożą myśl...?

 

 

 

 

 (jeśli będzie zgoda Kręgu i czas pozwoli,  ukażą się rozwinięcia tych tematów) 





 "Jesień życia..."                              Spotkania Kręgowe  2008/2009

 


* Po to, aby istniała pokoleniowa "łączność" starsi powinni interesować się sprawami młodszych - być "na bieżąco" w tym, co interesuje młodych. Jest to pewien sposób, który zbliża do siebie oba pokolenia. A to już pierwszy krok do tego, by zawiązać rozmowę, podjąć dyskusję na argumenty - można w ten sposób "przemycić" młodszym wiele ważnych spraw, które w innej sytuacji nie byłyby możliwe do przekazania...

* Przedstawione w opracowaniu wątki dotyczą w większości spraw ludzi starszych żyjacych w Zachodniej Europie - "nasze" pokolenie starszych ma nieco inne problemy... 

(Dwie powyższe opinie to efekt fragmentu dyskusji, kończącej część formacyjną. Poniżej, z pewnymi skrótami, materiał formacyjny tego Spotkania. Czytając, warto zastanowić się nad tym, czy jednak tzw. "zachodni model" starości nie wkrada się powoli także do naszego życia...)  


















 

    Jesień życia...
                                                          - temat pierwszy 

 

 
  Co jakiś czas pojawiają się głosy przedstawiające starość wyidealizowaną, oderwaną od rzeczywistości, sztuczną, fałszywą, np.: Starzenie się jest piękne, Wiek mądrości, Rozkosze trzeciego wieku.

  Niektórzy przedstawiają starość nie jako dalszy etap życia, ale jako stan, w którym nie można umrzeć. Ktoś powiedział też, że dla człowieka, który przeszedł na emeryturę dni stają się nieprzerwaną serią niedziel, w które nie wiadomo, co robić, jeśli nie umrzeć z nudów... To jakby obraz ludzi starszych z tzw. zachodu, „nasi” dziadkowie są, z racji tysiąca obowiązków, pozbawieni czasu wolnego...

 

 

  Trzeba jednak zauważyć, że przyszłość należy do ludzi starych. Takie twierdzenie pada w wielu wypowiedziach. I nie chodzi o to, że zajmują coraz więcej przestrzeni na tej ziemi; nie jest to też kwestia danych statystycznych czy osobowych. Starzy ludzie są zdrowymi nosicielami wartości, które zanikają. Są posiadaczami mądrości, której desperacko potrzebujemy - której potrzebuje zagubiony dziś świat, społeczeństwo i rodzina. Najwyższy już czas, żeby przestać mówić o starości wyłącznie w kategorii „kosztów społecznych”. Trzeba zdawać sobie sprawę, że starzy ludzie mogą być bogactwem. Tylko mądrość - nie nauka, która dokonała aż nadto katastrof - nas ocali. Ta mądrość, w którą starzy ludzie są wyposażeni i mogą sprawić, że młodsze pokolenie stanie się jej uczestnikami. Naturalnie, jeśli młodzi znajdą w sobie tyle pokory, żeby o to zabiegać. Jest to obszar do realizowania w rodzinie, do budowania rodziny mądrej radą starszego pokolenia.

 

  Właściwie należałoby powiedzieć: zwiększyła się dziś liczba przeżytych lat człowieka w stosunku do ubiegłych wieków. Jednak pytanie, które trzeba zadać jest następujące: Czy można twierdzić, że większa ilość darowanych nam lat wiąże się z polepszeniem jakości życia? W rzeczywistości nie wystarczy mieć więcej czasu, trzeba więcej życia - nie wystarczy dodać lat do życia, trzeba dodać życia do lat. Życie to coś zupełnie innego niż zwykłe przeżycie. Starszy człowiek nie zrealizuje jednak tak pojętej starości, nie rozwinie wewnętrznych pragnień bez drugiego człowieka. Tym drugim człowiekiem to małżonek, dzieci - generalnie: rodzina, także kapłan w swej posłudze ukazywania właściwego modelu życia w rodzinie. Małżonkowie, zastanawiając się nad tą kwestią, powinni wrócić myślami do początków wyborów drogi małżeństwa, bo czymże ono było w założeniach, jeśli nie zamiarem wspólnego podążania do Pana Boga, a więc: także podążania we wspólnej jesieni życia. Jesień, jako pora roku, jest tym cieplejsza, im bardziej gorące było lato - tak i wspólna starość to plon wcześniejszych lat małżeńskiej miłości... 

  Trzeba pamiętać, że młodość to pasja, wiek dojrzały oznacza miłość, a starość jest czasem czułości.

 

 

***

  W Biblii nie brakuje miejsc, w których starość zostaje przedstawiona w negatywnym świetle. Kohelet, na przykład, na ostatniej stronie swojej księgi maluje własną wizje ludzkiej egzystencji, pojmując ją z perspektywy widzącego zachód. Jest to rodzaj ”pożegnania z życiem” odsłoniętego przez starość w swojej prawdziwej, kruchej i nietrwałej rzeczywistości...

  „... zdążać będzie człowiek do swego wiecznego domu i kręcić się już będą po ulicy płaczki; zanim się przerwie srebrny sznur i stłucze się czara złota, i dzban się rozbije u źródła i w studnię kołowrót złamany wpadnie; i wróci się proch do ziemi, tak jak nią był, a duch wróci do Boga, który go dał. Marność nad marnościami - powiada Kohelet - wszystko marność (12,1-8)

 

  W innych fragmentach Biblii ciało przedstawia się jako symbol domu lub namiotu. Oto kilka z nich, które odnoszą się do starości:

  A cóż mieszkańcy glinianych lepianek, których podstawy na piasku? Łatwiej ich zgnieść niż mola. (Hi 4,19)

Mieszkanie me rozbiorą i przeniosą ode mnie, jak namiot pasterzy. Zwijam jak tkacz moje życie. On mnie odcina od nici. Za dzień i jedną noc mnie zamęczysz. (Iz 38,12)

Bo śmiertelne ciało przygniata duszę, i ziemski przybytek obciąża lotny umysł. (Mdr 9,15)

  Na koniec bardziej znany fragment:

Miarą naszych lat jest lat siedemdziesiąt, lub, gdy jesteśmy mocni, osiemdziesiąt, a większość z nich to trud i marność: bo szybko mijają, my zaś odlatujemy (Ps 90,10)  

  Mówimy o starości - także o dniach ostatecznych na ziemi - i możemy czuć się jakby nieswojo: jak to, przecież mamy ogrom sił, niemal „fruwamy” miedzy jednymi wnukami a drugimi, pracujemy na dodatkowe ćwierci etatów, których rzeczywisty wymiar wydłuża się do całej doby, udzielamy rad i lekcji życia - jaka więc to starość…?  

  „Sprawiedliwy jest jak drzewo, zasadzone nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie, a liście jego nie więdną   (Psalm 1,3) 

  A więc starość jest! Zabiegana, niewymierna, pochłaniająca, piękna - dopóki jest chciana, dopóki jest akceptowana, dopóki jest zauważana - jeśli trwa pośród ludzi, a nie w samotności…

 

 

***

  Zaakceptowanie starości jest w dużym stopniu związane z rodzajem życia, jakie ma się za sobą, ze środowiskiem rodziny i małżeństwa. Pozytywne wyobrażenie o sobie pozwala stawiać czoło starzeniu się - czyli pozostać zadowolonym ze swojej sytuacji egzystencjalnej. Owszem, nie można oszukać biologicznego zegara ani go cofnąć. O wiele lepiej jest mieć odwagę się starzeć. Albo lepiej: mieć odwagę na miarę swojego wieku dostrzegać dar jesieni życia, dar płynący z Bożego planu wobec nas - przyjmować go z godnością i chęcią życia - dostrzegać, że jest dla nas.

  Ingrid Trobisch pisała o swoim małżeństwie: „Ze zdziwieniem i głębokim szacunkiem obserwowaliśmy, jak Bóg pracował pośród nas...” 

 

 

  Pisarka Oriana Fallaci twierdzi: „Jedynym problemem starości - przepięknego dla niej okresu - jest fakt, że tak szybko mija!”

  Może dlatego część starych ludzi, dotkniętych niekiedy poważnymi schorzeniami, myśli o śmierci jak o wyzwoleniu. Jest też wielu, którzy - mimo dolegliwości i głośno wypowiadanych deklaracji o czekaniu na rychłą śmierć - w duchu odsuwają myśl o niej.
 

  Ks. Alessandro Pronzato tak wspomina:

Byłem świadkiem rozmowy między kobietą, która dawno skończyła 90 lat, a pomagającą jej zakonnicą. Siostra zakonna, odnosząc się do licznych chorób trapiących podopieczną (dziesięć zabiegów chirurgicznych, miedzy innymi amputację nogi), zapytała ją: „masz ochotę pójść do raju? Wiesz, tam będzie ci tak dobrze...” Usłyszała kategoryczną, choć wypowiedzianą z zakłopotaniem odpowiedź: „Ale tutaj nie jest znowu tak źle...”

 

  Problem śmierci będzie tematem innego Spotkania, tu dotykamy jedynie głębi wnętrza człowieka, by zwrócić uwagę na to, że warunki doczesnego życia (warunki domu, w którym starszy człowiek przebywa) wpływają na stan jego ducha wobec spraw ostatecznych.

 

*** 

 

Wydadzą owoc nawet i w starości

Pełni soków i zawsze żywotni... (Ps 92,15)

 

  Jesień jest porą najsmaczniejszych owoców: kasztanów, winogron, orzechów, jabłek... Również starość jest porą, która może wytwarzać zachwycające owoce. Wystarczy umieć ją... rozbudzić -  trzeba ja rozbudzić! Starzenie się - choć w życiu człowieka przytrafia się tylko raz - jest dzisiaj większym problemem niż kiedykolwiek wcześniej. Osiągnięcie podeszłego wieku nie jest dziś tak wyjątkowe jak kiedyś, gdy osób starszych było niewiele. Byli nieliczni i szanowani. Dożycie sędziwego wieku miało w sobie coś z cudu, a także samo w sobie było wartością i zasługą. Starzy ludzie byli strażnikami wspomnień przekazanych przez pokolenia. Być może nie pamiętali tego, co zdarzyło się dzień wcześniej, ale bardziej odległa przeszłość przedstawiała się w ich umyśle wyjątkowo wyraziście.

  Dzisiaj starszych ludzi jest tak wielu, że nawet przeszkadzają. Obraz mądrego staruszka wyszedł z mody, ponieważ późnej starości dożywają również marnotrawcy swego czasu...

  Jednak jest też druga strona medalu. Mimo wszystko doświadczenie starszych ludzi to ciągle mocny punkt, są bowiem rzeczy, które zmieniają się powoli, jak choćby ludzka psychika: ta gmatwanina nadziei i obaw, wad i zalet, z których uformowany jest dzisiejszy człowiek, podobnie jak ten sprzed stu czy tysiąca lat. My, którzy żyjemy dłużej, zbieramy wiedzę, pozwalającą nam lepiej zrozumieć ludzka naturę. Ktoś, kto urodził się w świecie ciągłych zmian nie rozumie tego, nie widzi wyraźnie; nieuchronnie staje się niewolnikiem mody i przelotnych idei. Wiedza o tym, że niektóre rzeczy na świecie wcale się nie zmieniają - a przeznaczeniem wielu zmian jest trwać tylko przez jeden poranek - nadaje tym, którzy maja trochę więcej lat, przywilej wyższości w stosunku do młodszego, który goni za każdą nowinką, traktując serio każdy slogan, ryzykując popełnieniem błędów. I tak jest, nawet dość często, w naszych rodzinach...

  Potrzeba czerpania z doświadczeń rodziców, dziadków to nie tylko ukłon wobec starszych, bo tego nie potrzebują - to postawa mądrości i roztropności młodszych...

 

 

***

  Sara urodziła dziecko będąc starą kobietą. Podobnie Elżbieta, małżonka kapłana Zachariasza, została matka Jana Chrzciciela w późnym czasie. 
  Jan Paweł II w Liście pisał: „...Współdziałanie z Bogiem tych starych osób świadczy o tym, „że Bóg każdego wzywa, aby oddał Mu swoje talenty. W służbie Ewangelii wiek nie ma znaczenia”. 
„Każdy wiek ma swoje zalety i zadania”.

  Starość nie jest przekleństwem czy chorobą. Być starym nie oznacza, że życie ma się już za sobą, ale że nadal stoi ono przed nami otworem. Starość musi stać się perspektywą życia. Rabin Nachman z Brasławia w XVIII w. twierdził: „Zakazane jest bycie starym”. To tylko pozornie paradoks. Życie przecież nigdy nie jest powtórzeniem. Każdy dzień jest nowy i trzeba go przyjmować z uczuciem zaskoczenia i zdumienia. Jest się starym wtedy, kiedy się wszystko widziało, kiedy się wszystko wie. A przecież dziś nigdy nie jest reprodukcją wczoraj, ale czymś nieznanym, nigdy nie widzianym. Nie można starości traktować w wymiarze pustej przestrzeni.

  Ingrid Trobisch, wspominając miniony czas małżeńskiego życia, mówiła: „Trzeba zawsze robić tylko jeden kolejny krok po poprzednim. Bóg wskaże nam następny krok. On zjawia się na drogach, które jeszcze nie istnieją”.

 

  Tym, czego starsi ludzie potrzebują najbardziej jest czas. Najcenniejszą przysługą, jaką możemy wyświadczyć starszym ludziom, jest poświęcenie im czasu. Niektórzy jednak myślą, że czas poświęcony starszym jest czasem straconym. Trzeba jednak odkrywać, że - paradoksalnie - korzystne jest dla nas inwestowanie w czas. Czczenie ojca i matki, w ogóle starszych ludzi, poświęcanie im czasu, bez kalkulowania, jest wspaniała inwestycją. Ten „ofiarowany” czas odnajdziemy dla siebie. To czas, który przynosi owoce. Nie jest stracony, ale zyskany, pomnożony. Stary człowiek jest jednak najczęściej okradany z tego czasu. Kto potrzebuje dziś rozmowy ze starsza osobą, kto potrzebuje przeszłości starego człowieka? Dzisiaj jego wiedza nie jest już potrzebna. Są książki, kursy, komputery, telewizja. Nie potrzeba doświadczenia. Staruszkowie czują się niekiedy jak niesprawny, przerdzewiały agregat. Ich przeszłość już nikogo nie interesuje. Tymczasem trzeba zachęcić starszego człowieka, by otworzył szkatułę, w której przechowuje swoje wspomnienia. Trzeba zapobiec temu, by teraźniejszość starego człowieka nie stała się pusta, nieruchoma, szara. Teraźniejszość nie może być ponurą salą oczekiwań na przejazd pociągu, który zawiezie na ostatnią stację. Wreszcie, konieczne jest podarowanie przyszłości, czyli stworzenie oczekiwań, które napełnią życie nadzieją. 

  W Ewangelii opisana jest postać starca Symeona, który nie może umrzeć, bo na coś czeka, jeszcze wszystkiego nie widział, jest otwarty na przyszłość, na dzień, który musi jeszcze przyjść (Łk 2, 25-32). Trzeba przekonać starych ludzi, że pora na definitywne zamkniecie walizek nigdy nie nadchodzi, bo zawsze można do nich włożyć coś nowego i cennego. Zawsze jest nadzieja. Któż do takiego przekonania ma prowadzić ludzi w podeszłym wieku, jeśli nie młodsze pokolenie?

 

 

***

  Jaką więc przyjąć postawę wobec osób starszych?

 

*  Trzeba wejść do świata ludzi starszych na palcach, to znaczy delikatnie, z dyskrecją i szacunkiem. Należy pamiętać, że stary człowiek nie jest problemem: jest osobą!

 

*  Nie wystarczy trzymać na komodzie fotografii. Zamiast oglądania własnych zdjęć, rodzice i dziadkowie potrzebują naszej obecności: widocznej, ciągłej, długiej, nieskażonej pośpiechem. Starzy ludzie są bliźnimi, w stosunku do których najważniejszym obowiązkiem jest obecność, bycie z nimi.

 

*  Podejście od osób starszych nigdy nie może być podyktowane interesem ekonomicznym lub osobistymi korzyściami, ale musi ją cechować absolutna bezinteresowność. Do świata starszych nie wchodzi się z poczucia obowiązku, ale wyłącznie z autentycznej potrzeby serca.

 

*  Trzeba wystrzegać się sporadycznej pamięci, przy okazji imienin, rocznic. A potem zapada długa cisza zapomnienia...

 

*  Podstawowe znaczenie ma taktowne podejście. Uśmiech, uważne wysłuchanie, czułe słowa pomagają bardziej niż niejedno lekarstwo.

 

*  W stosunku do starszych trzeba wypełniać posługę pocieszenia, pamiętając przede wszystkim o czterech rodzajach cierpienia:
- bycie ciężarem i zależność we wszystkim, zwłaszcza w pielęgnacji

- poczucie bezużyteczności

- uczucie, że we wszystkim popełniło się błąd, zwłaszcza w wychowaniu dzieci

- strach przed przyszłością

 

*  Patrząc przez pryzmat religii trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że niektórzy starzy ludzie źle przeżywają swoja starość, bo targają nimi wątpliwości i skrupuły wywodzące się z nie zawsze właściwej edukacji, którą otrzymali.

 

*  W starszych ludziach należy rozwinąć świadomość, ze można być w życiu użytecznym w  „inny sposób” niż tylko działając i pracując. Chodzi o to, by pomóc im odkryć wartość istnienia,  wartość modlitwy jako posługi udzielanej i dedykowanej innym.

 

*  Należy unikać stwarzania iluzji, zwłaszcza dotyczących wieku. Nie można traktować starych jak dzieci, czy łudzić, że nie są jeszcze w zaawansowanym wieku (zresztą oni nie dają się na to nabrać). „Kto chwali starość, nigdy nie widział jej z bliska”.

 

*   Wreszcie, trzeba wziąć pod uwagę, że niektórzy staruszkowie, mimo, iż niewiele widzą i słyszą, pozornie nic nie rozumieją, to jednak „czują” całą swoją osobą.

 


***

  Przed siwizną wstaniesz, będziesz szanował oblicze starca (Kpł 19,32). 
  Czcić ludzi starych znaczy spełniać wobec nich trojaką powinność: akceptować ich obecność, pomagać im doceniać ich zalety. W wielu środowiskach jest to naturalny sposób postępowania, zgodny z odwiecznym obyczajem. Gdzie indziej, zwłaszcza w krajach lepiej rozwiniętych gospodarczo, konieczne jest odwrócenie obecnej tendencji tak, aby ludzie w podeszłym wieku mogli starzeć się z godnością, bez obawy, że przestaną się zupełnie liczyć. Trzeba sobie uświadomić, że cechą cywilizacji prawdziwie ludzkiej jest szacunek i miłość dla ludzi starych, dzięki którym mogą się oni czuć - mimo słabnących sił - żywą częścią społeczeństwa.

  Już Cyceron pisał, że „brzemię lat jest lżejsze dla tego, kto czuje się szanowany i kochany przez młodych”.    (Jan Paweł II, List "Do moich Braci i Sióstr - ludzi w podeszłym wieku")

 

 

 

  Poeta Eugenio Montale mówił: „Postaraliśmy się najlepiej, jak potrafiliśmy, żeby pogorszyć świat...”

  Dlaczego więc - odnosząc się choćby do słów włoskiego poety - nie wywołać oczekiwania na coś nowego w osobach, które myślą, że już wszystko przeżyły? Dlaczego nie odważyć się na uprawianie pragnień na obszarze, gdzie bujnie rosną już tylko żale, utyskiwania, a czasem również najbardziej dręczące wyrzuty? Dlaczego nie wyprzeć znużonej rezygnacji sprowokowaniem radości? Dlaczego nie przeszczepić nadziei tam, gdzie spłonęły już marzenia, które kiedyś dało życie? Dlaczego nie zobowiązać do planowania jutra kogoś, kto uważa, że jego życie już się skończyło?

 

  Stary człowiek potrzebuje przyjaznego otoczenia, serdecznego klimatu osób, które okażą mu uczucie.

 

„Pozwólcie mi zestarzeć się z miłością

i stać się starym,

tak jak to się dzieje z wieloma pięknymi rzeczami.

Kością słoniową i złotem, koronkami i jedwabiami,

które nie chcą być nowe;

w starych dębach tak wiele jest mocy,

w starych ulicach tyle uroku i ciepła.

Dlaczego więc mnie, tak jak tym wszystkim rzeczom,

nie pozwala się zestarzeć z miłością?”     (K.W. Baker)

 

  Starzy ludzie potrzebują drugiego człowieka, który zajmie się nimi z pasją, przekonaniem, kierowany głęboką motywacją. Starszy człowiek ufa tylko temu, kto pomaga mu z miłości do człowieka. Potrzeba ludzi, którzy wierzą, że to zadanie jest nie tylko pilne, ale także święte. Czwarte przykazanie wskazuje na czyje serca jest taka potrzeba skierowana.

 

  Mówi się, że przyszłość jest w rękach młodych. Na razie to jednak ręce starych strzegą - na szczęście - niektórych fundamentalnych wartości.

  To naturalne, że uśmiecha się ten, kto dopiero poznaje życie. Zadziwiające jest natomiast to, że do życia nadal uśmiecha się ten, kto już poznał jego mniej sympatyczną twarz, kto już zobaczył rachunek. 


*** 


  Staruszkowie ciągle rozglądają się dokoła i widząc, że mimo wszystkich iluminacji, światło ciągle słabnie w tym świecie „techno”, potrafią wspominać i odtworzyć w sobie zaginione horyzonty, malownicze zachody słońca, noce wypełnione gwiazdami do tego stopnia, że niemal zapierają dech w piersiach swoim pięknem; i widzą, widzą, widzą niekończącą piękność stworzenia i skrawek - może uśmiech - Tego, który to uczynił. Wewnątrz siebie dostrzegają nawet coś, czego nie potrafią sobie wytłumaczyć: młodość, która nie chce się skończyć, bo nie miała być może żadnego początku. Ciągle była w oknie życia dziwiąc się, podziwiając, chwaląc, dziękując, mimo wszystko, na przekór wszystkiemu i za każdą rzecz.

  Patetyczni staruszkowie, o romantycznej pamięci! Ale jaka bierze zazdrość! 
  Tylko czemu, tak często, ci staruszkowie chowani są wbrew ich woli gdzieś w kąt, gdzie trudniej jest odnaleźć nawet pamięć..?

 

***   

  „Czas jesieni, który przeżywamy, nie oznacza jedynie zbiorów i obfitości kolorów, ale również obcinanie gałęzi, spadanie i usychanie liści; nie tylko pełne i łagodne światło, ale też wilgotną i niełaskawą mgłę.

  Podobnie starość nie jest tylko wreszcie osiągniętą radosną harmonią pojednawczym streszczeniem życia, ale również czasem schyłku, czasem, w którym świat staje się obcy, życie staje się ciężarem, a ciało udręką. Dlatego do mojego życzenia: „Przyjmijcie waszą godność, można by dodać jeszcze inne: „Przyjmijcie wasz ciężar”.    
(
Jan Paweł II, katedra w Monachium 1980)

 

  Jakże wymowne są słowa człowieka żyjącego w Bogu, o świadomym przeżywaniu czasu:  „ ...Już się nie troskam o żaden  z upadających dni, gdy wiem, że wszystkie upadną...”  To słowa, wtedy jeszcze Karola Wojtyły. 

  Stąd wniosek, który wskazuje na Pana Boga jako na źródło i drogowskaz naszego ziemskiego życia, także czasu naszej jesieni. W Nim nadzieja, w Nim dar mądrości życia, który wskazuje również to, że czas ziemski, czas starości domaga się również serca młodszego pokolenia. Człowiek niech wspiera drugiego, a wtedy zniknie troska o upadający dzień, bo stanie się oczywiste, że wszystkie upadną, że jest coś ponad nimi - miejsce, gdzie wszyscy idziemy...

Na koniec, zamiast komentarza, a także po to, by wprowadzić więcej radości - bo starość jest radością - posłuchajmy jeszcze dwóch świadectw:

 

  Ks. Pronzato:

Ostatnia nauka trafiła mi się od Klary, która żaliła się z powodu licznych zmartwień i przeróżnych chorób. Jak litanię powtarza: ”Kłopot w tym, że nikt mnie nie rozumie...” Delikatnie zwracam jej uwagę, że z pewnością jest ktoś taki.

„O kim ksiądz myśli?”

„O naszym Panu oczywiście” – odpowiadam z przekonaniem.

A ona: „Nie. Jezus Chrystus nie może zrozumieć nieszczęść takiej biednej staruszki w opłakanym stanie jak ja. On tego nie doświadczył. Umarł zbyt młodo...”

 

  Ks. Pawlukiewicz:

Nie tak dawno dziewięćdziesięciosześcioletnia siostra Franciszka, westiarka Jezusa obchodziła siedemdziesięciopięciolecie życia zakonnego. Przeżyła w swoim życiu wiele a nawet obóz w Ravensbruck. Spędziła całe życie zakonne na cichej pracy w kuchni i przy haftowaniu szat liturgicznych. Mimo późnego wieku i teraz pomaga. Często też powtarza, że na nic nie ma czasu, bo tyle ma intencji do przemodlenia, a prócz tego jeszcze czyta sporo książek i gazet. Gdy robiliśmy „babci” - bo tak ją każdy nazywa -  zdjęcia do książki i powiedzieliśmy, że będzie to pozycja dla ludzi starszych i chorych, odpowiedziała spokojnie: „A to nie dla mnie, bo ja jestem zdrowa”. A w ogóle to często powtarza wzdychając: „Co to będzie, jak ja się kiedyś zestarzeję...” 
   
      

  Wzajemnie życzmy sobie takiej siostry Franciszki w nas samych!

 


  Ks. Moderator:
Starszy człowiek powinien odnaleźć swoją tożsamość, wyniesioną z tradycji rodzinnego domu, w którym starsze pokolenie było niejako źródłem przekazywania życiowych doświadczeń. Budowanie autorytetu sobą, i ukazywanie wzorców do naśladowania, jest w życiu starszego człowieka zadaniem wobec młodszego pokolenia - a jednocześnie posługą w tym najważniejszym środowisku jakim jest rodzina. Takie odnalezienie i określenie własnej tożsamości jest podstawą do dalszego działania...

(wypowiedź bez autoryzacji)

 


październik 2008.

 

 

przygotowanie: animatorzy Irena i Zbyszek

źródło:
- List "Do moich Braci i Sióstr - ludzi w podeszłym wieku", Jan Paweł II
- Poemat "Pieśń o Bogu ukrytym" Karol Wojtyła
- "Starość czasem nadziei" ks. Alessandro Pronzato
- "Ucząc się żyć po utracie ukochanej osoby" Ingrid Trobisch
- "Porozmawiajmy spokojnie o... starości" ks. Piotr Pawlukiewicz

              
 


  



















"Klimaty w małżeństwie i rodzinie" 
 czyli, co się tam dzieje na stare lata...                           - temat drugi




 

Mówią, że starość się Panu Bogu nie udała, bo w większości to choroby, kłopoty, niesprawność, cierpienie. Mogą wystąpić liczne zaburzenia wieku starszego, np:

- fizyczne dolegliwości, pogorszenie wzroku, upośledzenie słuchu

- krótszy i słabszy sen,

- drażliwość, niepokój,

- słabnięcie funkcji postrzegania

- zaburzenia pamięci

- pogorszenie funkcjonowania intelektualnego

 - bóle, np: stawowe, reumatyczne,

- a przede wszystkim osłabienie sił życiowych, znużenie, zanik siły twórczej.

Pod znakiem zapytania staje życie zawodowe, stosunek do kolegów i koleżanek, życie seksualne, wydajność w pracy. Wewnątrz duszy rodzi się przygnębienie i świadomość, że życie przemija i nadejdzie kiedyś dzień, w którym okaże się, iż jestem nikomu niepotrzebny. Bywa, że tak to zmęczy człowieka, że przychodzi prośba, aby wreszcie Bóg zabrał do siebie. Atmosfera, klimat w rodzinie czy w małżeństwie staje się beznadziejny, ciężki, smutny, depresyjny, rozgoryczony.

 

Jednak starość to nie tylko okres ludzkiego umierania. Pan Bóg daje nam w tym okresie czas na wewnętrzną przemianę, czas dojrzewania dla Boga, a jeśli tak, to klimat starości powinien być radosny - z uczuciem spełnienia i głębokiego szczęścia. Wiedząc o tym, próbujemy sobie sami z tym poradzić. Ale trzeba wiedzieć, że w tym radzeniu sobie ze starością istnieją liczne pułapki które w nas powstają:

- chęć ucieczki od starości, wracanie do własnej przeszłości, uznanie za lepsze swoje dawne życie, (jak ja kiedyś byłam piękna i młoda)

- nieuświadomiona zawiść i uraza do młodych, że są młodzi i wydolni, z tego się bierze u niektórych udawanie młodszych - co oczywiście śmieszy.

- egoizm wieku starszego, którego sami nie czujemy, ale tacy się stajemy.

- ważne stają się rzeczy namacalne takie jak jedzenie, picie, rachunek w banku, wygodny fotel. O tym w kółko się mówi, o tym wciąż się myśli.

- zmiany psychiczne: Nasila się w nas samolubstwo, żądza władzy, tyranizowanie własnej rodziny i otoczenia, upartość, przekonanie o słuszności własnego postępowania, o prawie do sądzenia, decydowania a nawet kontrolowania życia dorosłych już dzieci.

 

Pomyślmy, jaką postawę przyjąć w tym okresie, jak się pięknie zestarzeć, jak zmienić klimaty, atmosferę wokół nas: Co powinniśmy robić ?

 

1- Pozytywnie przyjąć fakt starzenia się. Aby starość była radosna,  najpierw musimy swój wiek zaakceptować. Ludzie przeważnie nie chcą przyznać się do tego, że się starzeją i oszukują się, choć przed tym nie ma żadnej ucieczki. Więc każdy z nas musi stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością starości. Jeśli się tego nie przyjmie, spowoduje to niepokój, utyskiwanie, nadmierne zaabsorbowanie drobiazgami życia i bezsensowne wysiłki.


2- Nabyć bezstronność i mądrość. Czynnikiem rozwoju duchowego jest bogactwo naszych doświadczeń, szczególnie doświadczenie przemijania, marności, utraty różnorodnych dóbr, dewaluacji wartości materialnych, względności ocen, braku możliwości kontrolowania biegu zdarzeń i pełnego kierowania własnym życiem. W następstwie tych doświadczeń rodzi się dystans do siebie i do własnego życia, do otoczenia, pewna mądrość życiowa, ale i pokora. To ułatwia głębsze spojrzenie na sprawy związane z życiem, miłością, światem i Bogiem, pozwala dojrzeć co jest naprawdę ważne w życiu, a co nie.


3- Przeżyć żal i skruchę, bo świadomość przeżytych błędów i pomyłek powoduje, że powstaje w nas uczucie niezadowolenia z życia i rozczarowanie.

Te winy nie dadzą się teraz odrobić, stwarzają często psychiczne niepokoje, nie pozwalają na spokojny sen, nasilają rozczarowanie. Ale co przeszło, to wrócić nie może. Nie można fizycznie zmienić faktu lub czynu, można natomiast odmienić jego znaczenie i wartość. Przez akt żalu i skruchy może człowiek anulować jakość złego czynu z przeszłości. Żal to wielka potęga odradzająca człowieka. Może doprowadzić do moralnego, duchowego i religijnego odrodzenia w sakramencie pokuty. A inaczej starzejemy się z oczyszczonym sumieniem.


4- Wzmocnić życie religijne. Starość stwarza dla człowieka jedyne w swoim rodzaju możliwości w dziedzinie życia religijnego, bardziej dojrzałe życie wiarą. W latach wzmożonej aktywności jesteśmy skłonni polegać na własnych siłach, zdolnościach i pracy. Nie doceniamy łaski Bożej. Jesteśmy skłonni uważać, że wszystko, co otrzymaliśmy, to nam się od życia należało. Nie myślimy o tym, że są to dary dane nam przez Boga, że winniśmy być Mu za nie wdzięczni. Kiedy się starzejemy, gdy zmniejszają się nasze siły, łatwiej nam zrozumieć, jak bardzo nasze istnienie i działania podtrzymywane są przez łaskę Bożą. Św. Paweł w 2 Kor 12,9-10 stwierdza: „Lecz Pan mi powiedział: wystarczy ci mojej łaski”. Teraz na starość wiele rzeczy wreszcie rozumiemy i to jest szansa, którą musimy wykorzystać dla duchowego wzrostu, wyciszając umysł i wsłuchując się w głos wewnętrzny - w swoją duszę, czy sumienie.


5- Wzmacniać dojrzewanie wiary. Wiara jest częścią naszego życia, więc musi się pogłębiać i dojrzewać na każdym etapie. Niektórzy ludzie w starości zaczynają mieć wątpliwości i przeżywają kryzys wiary. Ale ten kryzys wiary może przynaglić człowieka do wysiłku, osiągnięcia pełnej dojrzałości wiary, bo to Bóg daje nam sposobność do sprawdzenia naszej miłości ku Niemu. Nie tylko wierzę w Boga, ale przede wszystkim wierzę Bogu, zawierzam Mu i ufam.


6- Radzić sobie z problemem lęku i strachu. Lęk bywa przed chorobą i śmiercią, samotnością, inwalidztwem, przed życiem w ubóstwie, poczuciem nieprzydatności, stopniową utratą przyjaciół, przed bezradnością, przed demencją. Obawy te bywają zazwyczaj uzasadnione, bo nie znamy naszej przyszłości. Lęk może z jednej strony paraliżować i niszczyć, albo może być zbawiennym, gdy potrafimy go z Bożą pomocą opanować. Lęk może wtedy obudzić człowieka z letargu i zmusić go do konfrontacji dotychczasowego widzenia samego siebie, do większej pokory, uświadomienia sobie, że jest ograniczony i powierzenia się Bożej Opatrzności. Natomiast strach z powodu winy pokonać można jedynie przez konfesjonał.


7- Opanować niepokój, bo my wszyscy ciągle martwimy się o zbyt wiele, i to o rzeczy niepotrzebne, narzekamy. Nie zdajemy sobie sprawy, że jeśli wczytamy się w słowa Pisma Św.: (Mt 6,25) „ Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to co macie jeść i pić, ani o swoje ciało i czym się macie przyodziać”, albo (1P 5,7) „ Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was”, to wiara może uwolnić nas od wielu niepotrzebnych zmartwień i napełnić prawdziwym pokojem.


8- Odnajdywać wartości. Większość ludzi nie docenia swojej wartości. Dla starego człowieka jednym z głównych problemów jest frustracja i przerażająca myśl, że w starości właściwie nie ma już po co żyć, „ już się do niczego nie nadaję, jestem już nieużyteczny i nikomu nie potrzebny.” Starsi ludzie odczuwają psychiczną potrzebę przekonania, że są jeszcze potrzebni i pożyteczni, nawet w rodzinie, choćby przy dopilnowywaniu i wychowywaniu wnuków. Każdy musi znaleźć własną odpowiedź na pytanie: jaki jest właściwie sens jego życia, co jest najważniejsze, co prawdziwe, dlaczego warto żyć.


9- Prawidłowo odczytywać znaki. Często starsi ludzie nie są przygotowani na nieoczekiwane, trudne sytuacje. Np. w chorobach uważają, że to Pan Bóg karze ich chorobą za grzechy. A tymczasem z Ewangelii wiemy, że Bóg nie szuka pomsty. Chrystus przyjął wszystkie grzechy dobrowolnie na siebie, za nie oddał życie. Matka Boża żyła bez grzechu, a cierpiała jak żadna inna kobieta. Cierpienie nie jest karą, jest daną nam możliwością wzrostu wiary. Jeżeli w okresie starości będziemy mieli cierpliwość, by żyć wiarą i otwarciem na Boga, to rozpoznamy Jego znaki, Jego wezwania w wielu sytuacjach, na które dawniej nie zwracaliśmy uwagi.


10- Odnajdywać radość. Człowiek jest stworzony do radości. Wielu starszych niepotrzebnie utrudnia sobie życie, zamykając oczy na wiele dobrych i radosnych rzeczy, które Bóg im daje właśnie w tym okresie życia. Każdy na swój sposób musi odszukać właściwe swemu wiekowi radosne przeżycia np.: radość z wnuków, zainteresowania sztuką, muzyką i literaturą, zdrową dumę z osiągnięć życiowych, radość z pomocy innym, którzy tego potrzebują. Już sama wiara napełnia radością. Często wskutek regularnego czytania Pisma Świętego, gdy je głębiej poznajemy i lepiej rozumiemy, odkrywamy w nim rzeczywiście radosną nowinę. Radość jest znakiem, że wiara jest prawdziwa, bo radość jest owocem Ducha św. „Radujcie się bracia w Panu powtórnie mówię radujcie się” (Flp 4,4).


11- Wzajemnie pomagać sobie w małżeństwie. Zadaniem męża i żony jest wzajemne doskonalenie się. Małżeństwo w starości jest spotkaniem w nowej rzeczywistości. Już przejście małżonka w stan spoczynku, może powodować pogorszenie ich wzajemnych stosunków, jeśli ich dotychczasowe małżeństwo było czysto funkcjonalne. Będzie to ciemny scenariusz, klimat nie do pozazdroszczenia. Ale może też być początkiem pełniejszego i bogatszego życia, przez uszlachetnienie i pogłębienie wzajemnych relacji, przez dbałość o prawdziwe dobro obu osób. W praktyce, niektórzy małżonkowie po odejściu dzieci oddalają się od siebie duchowo i fizycznie. Każdy z nich żyje swoim życiem, chociaż mieszkają pod jednym dachem. A św. Paweł nakazuje mężom, żeby miłowali żony i nie ograniczył tego nakazu do okresu młodości - lecz zawsze. Dlatego dobrze byłoby raz w miesiącu czytać 5 rozdział listu św. Pawła do Efezjan. (Zasady współżycia małżeńsko – rodzinnego (Ef 5,21-33)


12- Rozumieć bliskość fizyczną, psychiczną i duchową. Humanae Vitae uczy nas, że każde zbliżenie małżeńskie ma podwójną funkcję znaku: życia (prokreacji) i jedności. Jeśli Pan Bóg nam „zabrał” możliwości prokreacji, to zostawił nam drugi również ważny znak jedności, co znaczy, że nie powinniśmy rezygnować ze współżycia małżeńskiego, które zostaje znakiem jedności. Dopóki Pan Bóg dozwoli. Ale nawet i wtedy zostawi nam funkcję budowania jedności poprzez miłość, czułość, serdeczność i bliskość. Małżeństwo zawsze winno być jednością psychiczną, duchową i fizyczną. W starości też, i tym bardziej. Podpierać się wzajemnie psychicznie i podnosić na duchu. Sursum corda.


13- Pamiętać, że nie we wszystkim starzejemy się równo. Człowiek w młodości żyje dzięki swemu ciału, a w starości musi żyć wbrew ciału. Istnieją jednak w człowieku ukryte moce i siły, które zaczynają się rozwijać dopiero wtedy, gdy fizyczne energie ciała zaczynają się zmniejszać. Władze psychiczne i duchowe mogą zostać aktywne i sprawne, tak, że mogą w tym okresie życia powstawać nawet wielkie dzieła. Dlatego ważnym przygotowaniem do owocnej starości jest rozbudzenie w sobie zamiłowania do intelektualnych dociekań i zasmakowanie w nich (w sztuce, muzyce, literaturze i w życiu religijnym).


14- Doceniać wypoczynek, kontakty z przyjaciółmi. Chodzi tu o higieniczny tryb życia, o wypoczynek, oraz rozumną i stałą dbałość o zdrowie bez przesady i bez panicznego lęku. Nie zrywajmy dotychczasowych przyjaźni, w których wspierajmy się wzajemnie, pomagajmy sobie zwłaszcza duchowo - poprzez wzajemną modlitwę i wspierajmy psychicznie w trudnych sytuacjach, zachęcając do zaufania Panu Bogu.

 

 


 


  przygotowanie: Maria i Józef



        

   

 


 

 

 

 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=