Przepraszam za pojawiające się reklamy!!!
   
  Strona o Domowym Kościele i nie tylko...
  II Szkoła Animatora...
 





    II Szkoła Animatora  
     (Pomorzany, rok 2006)     
    


     


                                              

                                                Podsumiwanie 3

Krótka relacja, przedstawiona w czasie podsumowania II Szkoły Animatora, została tu poszerzona o dodatkowe refleksje. Za podstawę posłużyły przede wszystkim wypowiedzi i świadectwa przestawione na spotkaniu grupy III. Przemyślenia - choć użyte tu dowolnie -pozostają w łączności z duchem tego spotkania i są jego owocem.

 


NOWY CZŁOWIEK...
          
    

    Kiedy mamy do załatwienia ważną sprawę w urzędzie, kiedy stajemy przed koniecznością zdania egzaminu, kiedy budujemy dom - wtedy przychodzi czas naszej szczególnej mobilizacji. Jesteśmy pochłonięci realizacją własnych, życiowych planów. Wykorzystujemy w praktyce swój talent organizacyjny, swoją pracowitość i wiedzę - dzięki takiej mobilizacji własnych sił, budujemy swoją, ziemską przyszłość...                                                                                            
    Ale jest też drugi wymiar naszego życia, ten znacznie ważniejszy - wymiar duchowy. To prawda, że wymaga od nas nieustannej formacji, ale dzięki pracy nad samym sobą tworzymy fundament naszego duchowego ”wnętrza”. Najczęściej bywa tak, że odkładamy to duchowe wzrastanie na później, ponieważ uznajemy za ważniejsze to, co teraz - co blisko, na ziemi...     
    Życie duchowe człowieka potrzebuje rozwoju, dzięki któremu będziemy zdolni dostrzegać więcej i pełniej - w jedności z Panem Bogiem. Taka postawa i działanie spowodują, że zaczyna rodzić się w nas Nowy Człowiek... 
   
     
    Na początku duchowej drogi budowania w sobie Nowego Człowieka, nie jesteśmy jeszcze stabilni - dla przykładu: nie umiemy przez cały dzień żyć w jedności z Panem Bogiem; gdy wychodzimy z domu, gdy pracujemy, jesteśmy jeszcze „starym człowiekiem” - jakby wkomponowani w szarość ateistycznego świata. W takiej rzeczywistości potrafimy niekiedy zapierać się Pana Boga - jak Piotr, który zaparł się Jezusa, gdy Ten szedł na śmierć - ponieważ nie umiemy jeszcze świadczyć o Jezusie. Zbyt silny jest wpływ środowiska, a zbyt krucha jest nasza wiara. Zbyt mała jest w nas mobilizacja stawania się lepszym - odważniejszym w wyznawaniu wiary - bardziej otwartym na siebie i drugiego człowieka. Potrzebna jest nasza aktywność i przyzwolenie do wewnętrznej przemiany. Św. Paweł zawoła: „
Cóż więc powiemy? Czyż mamy trwać w grzechu, aby łaska bardziej się wzmogła? Żadną miarą!” [Rz 6,1] 
    Pomimo szarości dnia, jest na szczęście (!) również tak, że potrafimy znaleźć czas dla Pana Boga; potrafimy modlić się wieczorem z dziećmi, i choć przez chwilę żyć w duchowej łączności z Bogiem... 
A więc jest w nas dobro, które zaczyna kiełkować! 

    Św. Paweł mówi o kroku następnym: „
Jeżeli umarliśmy dla grzechu, jakże możemy żyć w nim nadal? Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie - jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca.” [Rz 6,3-4] 
    Początkiem nowego życia w nas stał się chrzest - jako Sakrament wszelkiego budowania wspólnie z Chrystusem. Ileż razy każdy z nas doświadczył prowadzenia za rękę - gdy stawaliśmy na bezdrożu, gdy wpadaliśmy w pułapkę grzechu... Ile razy powstawaliśmy dzięki Chrystusowi, który powstał z martwych! Wszystko, co dobre jest w człowieku, powstało w nim dzięki Miłości Chrystusa...
 Ta Miłość trwa nieustannie! To wiedzcie, że dla zniszczenia grzesznego ciała dawny nasz człowiek został razem z Nim ukrzyżowany po to, byśmy już więcej nie byli w niewoli grzechu. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu.” [Rz 6,6-7] 
    Takim bodźcem umierania w nas „starego człowieka” są m.in. rekolekcje. Doświadczamy tam działania Bożego planu wobec nas, tam uczymy się dostrzegać miłość i przekazywać ją - w sposób zwielokrotniony - we Wspólnocie. Kiedy po rekolekcjach następuje „zderzenie” z rzeczywistością, w której mało jest Boga, zaczynamy wyraźniej reagować na zło. Dzieje się tak pod wpływem nabytej, na rekolekcjach, wrażliwości postrzegania świata na sposób Boży... Jest to kolejny krok na drodze naszego duchowego rozwoju. 
    Poprzez rekolekcje, poprzez uczestnictwo w Domowym Kościele, poprzez małżeńskie i osobiste wzrastanie - jesteśmy niejako przygotowywani do posiadania siebie w dawaniu siebie. Trzeba więc na początku: być, po to, aby wejść w posiadanie darów otrzymywanych od Pana Boga. Jeśli stajemy się - na wzór Jezusa Chrystusa - źródłem miłości, stajemy się jednocześnie dawcami wszelkiego dobra!  „Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie.” [Rz 6,11] 
    Kiedy jestem Nowym Człowiekiem, widzę inaczej, żyję inaczej - zmieniam siebie; zamieniam m.in. swoją skrytość na wspólne przeżywanie życia z małżonkiem; świadomie uczestniczę we Mszy św.; staram się czerpać z charyzmatów Ruchu...
 
 
    Czy mogę więc powiedzieć o sobie, że jestem człowiekiem, który znalazł Jezusa? 

    Odpowiadając, można wpierw zastanowić się, czy wolno mi dziś powiedzieć: Pana Jezusa jest we mnie tyle... by za rok stwierdzić: Pana Jezusa jest we mnie już tyle... Któż potrafi to zmierzyć i nazwać? Prościej jest uznać: jestem człowiekiem szukającym Pana Jezusa, doświadczam Jego obecności, staram się żyć Jego nauką - choć wiem, że to ciągle za mało...  
    Może zdarzyć się również tak, że w naszym życiu nie szukaliśmy Pana Jezusa, ale On wszedł - jak nieproszony Gość - mimo zamkniętych drzwi... Dzisiaj, ten, który nie szukał Jezusa, jest z Nim w codziennej Eucharystii - od wielu lat...! „Odpowiedział im Jezus: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego.” [por: J 1,39] Pan Jezus przychodzi do nas którędy chce, każdemu pragnie dać całego Siebie - abyśmy zobaczyli i zamieszkali...              

    Czy jest we mnie pragnienie dzielenia się z innymi radością życia z Jezusem? 
 
    Nasza radość wypływa ze stopnia naszej wiary - wiara jest miłością, która domaga dzielenia się. W istocie dzielimy się samym Jezusem. To Jezus powiedział: „bierzcie i jedzcie...” W duchu radości, która towarzyszy nam w czasie przystępowania do Stołu Pańskiego, winniśmy dzielić się wzajemnie! Istota dzielenia się nie zależy wyłącznie od pragnienia, ponieważ sama chęć musi być poparta treścią działania. Serce pragnie, ale dopiero duch pragnienia wyzwala w nas działanie. 
    Radość duchowa rodzi się z czystości naszych intencji - z czystości serca! Czystość serca budujemy naszą wewnętrzną formacją. Bez przekonania i bez ufności w Pana Boga, bez życia zgodnego z Jego wolą - a więc bez potrzebnych łask - nie jesteśmy w stanie świadczyć o Panu Bogu.              
    Dla ludzi niepraktykujących, wahających się, zagubionych - często nieświadomych swego miejsca i powołania - możemy stać się jednym z ogniw prowadzących do Pana Jezusa. Człowiek szukający Boga i tęskniący za Nim, nie szuka wyłącznie drugiego człowieka - szuka przede wszystkim Pana Boga! Dlatego tak ważnym jest, by o Panu Bogu świadczyć - w sposób czytelny - prawdziwym świadectwem! Warto zatem wsłuchiwać się w drugiego człowieka, i powoli odkrywać przed nim dobro, które na niego czeka - odkrywać to dobro, którego sami doświadczamy...
„A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: «Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas» - to znaczy: Piotr.” [J 1,42]  Taki obraz powoływania uczniów warto pamiętać, również po to, by w swoim środowisku być uczniem Jezusa - np.: mieć odwagę powiedzieć, że Msza św. jest dla nas świętem; potrafić o Pana Jezusa upomnieć się, kiedy Jego Imię jest znieważane... 
    W postawie unikania obojętności umacnia się nasza wierność Panu Bogu. Nie jesteśmy w tym pozostawieni sami sobie. „Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha...” [J 1,16]
Ukazując swoje życie drugiemu człowiekowi, życie swojej rodziny i odniesienie do świata w którym żyjemy, przekazujemy Dobrą Nowinę - Prawdę o życiu wiecznym, o Bożym Miłosierdziu, o Miłości, która nigdy nie ustaje... „Głoście wśród ludów, że Pan jest królem...” [Ps 96,10] Właśnie tak, w praktyce, można określić dzielenie się z innymi radością życia z Jezusem. 

    Drugi człowiek nigdy nie powinien pozostać sam - zarówno w wymiarze rzeczywistym, jak i duchowym. Jesteśmy zatem zobowiązani do apostolstwa, do codziennej zamiany wielkich słów na małe czyny... 
Nowy Człowiek, którego prowadzi Jezus Chrystus, otrzymuje wszystko i daje wszystko - niczego nie zatrzymując dla siebie. Taka jest Miłość, taki jest nowy człowiek...

    Chwała Panu!
                        Irena i Zbyszek - animatorzy Grupy III  




                                         Strona startowa
 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=